piątek, 8 listopada 2013

Kucharskie rozterki


       Przeżycia z kawalerskiej kuchni nie dają się opisać w dwóch słowach. To ciężki kawałek chleba. Śniadanka i kolacyjki pal sześć, jakoś się opędzi. Najgorszy jest obiad. Planowanie, gotowanie i najstraszniejsze ZMYWANIE i SPRZĄTANIE. Planowanie, co na jutro, pierwszy tydzień opędziłem pierogami i pyzami z Biedronki. Zupkę, jeśli jakąś, to szybki kubek i już. Jednak nie żywię się sam, jestem zobowiązany do urozmaiceń. Synek młodszy przychodzi z pracy zmęczony, nie wypada jeść monotonnie. Lodówka pełna mięsa, tylko jak to się robi?! Jakieś kotlety, ok., tylko jak zacznę, to zaświnię całą kuchnię i znowu mycie i sprzątanie! Może jakaś fasolka po bretońsku ze słoika, do tego surówka z marketu i będzie. Tylko, że to dopiero początek, co dalej. Odmrozić i zrobić mielone, jak pomyślę o tym bałaganie, to mi się odechciewa! Mrożone warzywa z woreczka i kawałki mięsa do tego, zamrażarka cały czas pełna! Zrobione, mało sprzątania, jest dobrze. Hm,co na jutro, kołduny z woreczka w czerwonym barszczu błyskawicznym i jest świetnie, zmywanie i sprzątanie niezbyt duże. Kolejny dzień, no całe szczęście idziemy na obiad do Mamy. Dodatkowy plus, Mama daje obiad w pojemniczkach na kolejny dzień, uratowany! Chwila oddechu, co na pojutrze, można powtórzyć pierogi z Biedronki. Mięsa z zamrażarki nie ruszać, za duży bałagan przy robieniu. Mam pomysł zamówimy pizze, schludnie czysto, kartoniki do śmietnika, tyko talerze do mycia. Nie jest lekko na posterunku, a Kawaleria spodziewana dopiero za miesiąc!!!
 

PS. Pilnie szukam, zawieruszonej książki kucharskiej mojej Babci. Dzieło p. Monatowej jest z początku XX. w. może tam coś znajdę, jak zoczę ciekawy przepis, nie omieszkam opublikować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz